To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Kraina Smoków Sha'aird

Morze Eluenar - Ruiny Ashpen

Ganqou - 2015-11-04, 22:56

Dziewczyna zawahała się, cofając o krok, przyglądając uważnie twarzy złotowłosej, jakby próbując odczytać z niej jakieś emocje.
- Chcesz ze mną walczyć? - Zdziwiła się. Czy mogło chodzić o coś innego. - Nie, nie ma mowy. Nie piszę się na to.
Nie chodziło o szlachetność czy delikatność. Ganqou po prostu nie uśmiechało się walczyć z koniem. Cholernym, pe≤łnokrwistym centaurem! Jeden cios z kopyt prawdopodobne wystarczył, by zabić lub spowodować trwałe kalectwo.
Odwróciła się więc i już spokojniejsza wróciła do paleniska.
- Zapomnij, że poczekam na następne. Jestem głodna i dzielimy porcje po równo. - Skończyła dyskusję jakby nigdy nic. Niemniej niepokoiła się zachowaniem złotowłosej. Czy pozwoli Ganqou odejść, czy chciała ją tu przytrzymać z jakiegoś powodu?
Robiło się dziwnie. I niezręcznie.

Maraud - 2015-11-06, 19:23

Pochyliła się lekko do przodu, skupiona i wyczekująca, lecz nie ruszyła się z miejsca. Ręce splotła na piersi.
- Chcę wiedzieć, czy się przechwalasz, czy istotnie coś w tobie siedzi, z czym trzeba się liczyć. - wyjaśniła spokojnie, z końską flegmatycznością. Ogonem wywijała na boki. Ułańska fantazja. Uśmiechnęła się powoli, trochę drwiąco, lecz i z pasją. Chwila minęła, jak chmury na niebie.
Klacz szła stępa za dziewczyną. Postuk kopyt o bruk krzepił, brzmiał poczciwie. Nie kojarzył się Maraud z mordem.
- Głód jest najlepszą przyprawą. - przyznała, sięgając po sztywnoczarną rybę. Zerknęła z ukosa na Błękitnowłosą, obecnie dosyć ciekawa jej zachowań. Doprawdy, pisklę. Skupiła się na kruchym ciele upieczonego wodnego stworzenia i zmówiła krótką modlitwę w niezłej intencji.
- Yobolat vur pab re remains di juanth iski. Ixen persvek kornari, hesi navnik vucotic thric bilaes. Sone vur tir ti qe sonetor, waphir ir. - głos klaczy był nad wyraz łagodny, miękki i tchnący spokojem, jaki rodzi się po setkach lat. Metaforycznie mówiąc, tradycja przemawiała -- co prawda w skromnym zakresie.

Ganqou - 2015-11-06, 19:56

Modlenie się przed posiłkiem było dla niej zupełnie obce, toteż gapiła się skonsternowana na kobyłę.
- Jeżeli coś do mnie mówisz, mów tak, żebym zrozumiała. Z pewnością to potrafisz. - Mruknęła. Uświadomiła sobie, że dużo trudniej dogadywała się z innymi kobietami, a miała dużą łatwość do mężczyzn. Inne kobiety chyba zwyczajnie ją irytowały. Szczególnie, kiedy były od niej ładniejsze lub inteligentniejsze.
Po raz kolejny powstrzymała się przed kopnięciem kogoś w koński zad.
- Nie przechwalam się. - Odpowiedziała najspokojniej jak potrafiła. - Niby kiedy się przechwalałam?
Spojrzała na ruszt, na ryby. Kłamała. Nie była głodna. Poza tym nigdy nie potrafiła jeść ryby bez wyrzucania połowy do śmieci. Mimo wszystko sięgnęła po jedną.
- Jestem nikim. Jestem zwyczajna. Nie jestem nawet odporna na zarazę tak, jak twierdziłaś wcześniej. Zachorowałam jak wszyscy inni...

Maraud - 2015-11-06, 20:12

Kobieca solidarność nie istnieje, a to z tego względu, że każda samica jest dla drugiej konkurencją. Toczy się poważna rywalizacja o sukces własnych genów. Tak mówi psychologia ewolucyjna.
- Potrafię. - przyznała konina. Odgryzła łebek rybki i przeżyła z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Przełknęła. Mdło od rybiego tłuszczu, przyjemnie chrupko spalenizną, ciepłe i z drzazgami ości.
Spojrzała zdziwiona na Ludzką Istotę.
- Przypisując sobie siłę. Jaką bądź. Jeśli ci jej zbywa, słowo jest czczą przechwałką. To proste. - streściła, wyrównując kręte ścieżki zaprzeczeń. Uśmiechnęła się leciutko, trochę z politowaniem i zjadła swoja rybkę w dwóch kęsach. Jeśli się szybko przełyka, nie czuć tak bardzo smaku, lecz akurat Maraud nie przeszkadzały wątpliwe walory spieczonej ryby. Kwestia gustu.
- Jedz, bo wystygną. - poradziła skwapliwie, nie bardzo bacząc na opowieść. Sądząc po głosie, dziewczyna dwunożna przechodziła chandrę lub kajała się. Niepotrzebne babranie się w odczuciach i duchowości, co więcej! nieumiejętne, więc prawdopodobnie nieskuteczne.

Ganqou - 2015-11-06, 20:31

Jaka siła? O czym ona mówiła? Wspominała o niej już wcześniej, tylko...
W końcu zrozumiała. Ganqou mówiła o sile, wynikającej z wiary w człowieka.
- Nie potrafię. - Odparła w końcu, próbując zdjąć spaloną skórę z ryby. - Jak mam ci ją niby pokazać na tym pustkowiu? Zastanów się, co mówisz.
Przerwała na chwilę grzebanie w rybie. Sama zastanowiła się przez chwilę.
- Kiedyś przybyłam do Zachodniego Pallasiru. - Zaczęła. - Pozbawiono mnie broni, otoczyli mnie ludzie, którzy nienawidzili mnie za to, jaka się urodziłam. Przetrwałam, bo w mojej obronie stanęli ludzie, których nie znałam wcześniej. Kiedy weszłam do miasta, wierzyłam, że tak się stanie.
Wzruszyła ramionami.
-. Nudzi mnie twoja niechęć do mówienia o sobie. Nudzą mnie twoja upartość i cynizm. Każdy potrafi być cynikiem, jeśli chce. Odpowiedz mi, jak się nazywasz, albo wstanę i po prostu stąd odejdę. Komu wtedy będziesz udowadniała, jaka jesteś silna i niezależna?
Westchnęła.
- A następnym razem... ja gotuję. - Dorzuciła, grzebiąc w rybie.

Maraud - 2015-11-24, 19:27

- Gdzie wola, znajdzie się sposób. - zaoponowała bez ikry, z temperamentem zimnokrwistego konia. Człeczyca była zabawnie zajmującą istotą. Pełna wahań i splątań. Mimo wszystko zwierzyła się coś niecoś.
Sztuka niewątpliwie angażowała stado. Może być, że miała w sobie coś z magii, lecz u korzeni leżały emocje. Pomagało, że Błękitnowłosa jest urodziwa. Wielu znajdzie się chętnych do uratowania bezbronnej piękności. Natomiast postaw na to miejsce zrzędliwą ciotkę...
- Czeka cię nużąca noc, Munthrek drekim, a mnie bezsenna. Znają mnie jako Maraud. Spolegliwość, entuzjazm i gadatliwość nie pasują do nastroju miejsca ni chwili. Spójrz w gwiazdy.
Ugięła kończyny chcąc ułożyć się na posadzce. Nie będzie wcale wygodniej. Koniom stoi się wygodnie i nie męczą się przy tym. To smocze przyzwyczajenie. Przywilej drapieżnika.
- Ktoś złowił ryby. Kto mieszka w ruinach. Ocaleni. Wybrańcy losu. Miej się za szczęściarę, Człecze.

Ganqou - 2015-12-11, 19:53

- Nie spoglądam w gwiazdy, raczej pod nogi. - Wypaliła. Kusiło ją, żeby spojrzeć w górę, ale miała silną potrzebę zrobienia na przekór kobyle. Gdyby ta zabroniła jej patrzeć w niebo, błękutnowłosa zadzierałaby pewnie już głowę do góry.
- Nie migaj się. - Skarciła. - Nie obchodzą cie ludzie, którzy tu mieszkali, ani los, który im się przytrafił. Tu nie chodzi o atmosferę miejsca, a tylko o twój paskudny charakter. Czemu mnie zatrzymałaś?
To pytanie padło, zanim dobrze je przemyślała. Ale fakt, dlaczego? Czyżby Maraud tak bardzo tęskniła do innej osoby? Raczej wątpliwe, bo gdyby jej zależało, nie próbowałaby zniechęcić Ganqou do rozmowy.
Na wspomnienie ocalonych ciarki przeszły ją po plecach. Rozejrzała się mimowolnie.
- Ktoś podrzucił mi sukienkę. - Wyznała. -Ale nikogo nie widziałam prócz ciebie....

Maraud - 2016-02-18, 20:47

- Pragmatycznie. - zaśmiała się, w gardle grała iście końsko rżąca nuta. Kierowana impulsem szturchnęła przednim kopytem żar ogniska, po prostu ciekawa, jak to jest. Czy ból pojawi się natychmiast. Czy pierwszy będzie swąd.
Więc przytyk o wrednym usposobieniu okazał się całkiem na czasie. Blondynka przeczesała włosy dłonią, odpowiedziała niemal natychmiast.
- Jesteś jak dziecko. Nie potrafisz właściwie ocenić sytuacji. Nie zadbasz o siebie. Pilnuję ciebie, można rzec. Na razie do rana.
Zamiast zapatrzyć się w ogień, jak lubiła, spojrzała w gwiazdy. Konstelacje które znała. Kiedyś gwiazdy spadły z niebios, a każda była życiem -- spełnionym życzeniem wcielonym w złote gadzie bóstwo.
- Widzisz. Zadbał o przyzwoitość. Zdawałoby się, życzliwie. Nie sądzę, by zrezygnował z mienia na ciebie oka. - ryzykowne sformułowanie, ale pewność siebie potrafi pokonać gramatykę. - Albo innych zmysłów. - dodała po ciężkiej chwili ciszy, gdy uszy nadążyły za językiem.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group